BiznesIT

Kryptowaluty w świetle obecnej sytuacji prawnej i politycznej

Kryptowaluty to temat, który chcieliśmy pominąć – z wielu przyczyn. Po pierwsze, w świecie pieniądza opartego o blockchain wszystko zmienia się w zastraszającym tempie. Po drugie dlatego, że nie można już o nim mówić bez zahaczania o politykę. Ze względu jednak na to, że obecnie mają miejsce pewne kluczowe wydarzenia – postanowiliśmy przestać uciekać przed tym tematem.

Na wstępie notka dla osób wrażliwych politycznie: nie opowiadamy się za żadnym z obozów. Naszym zdaniem, błędy które wytkniemy Miłościwie Nam Panującym popełniłaby każda ekipa rządząca – niezależnie od partyjnych barw. Pewne sprawy które Państwu unaocznimy noszą znamiona teorii spiskowych – ale trudno, żeby tak nie było, gdy poruszamy kwestie z „krypto” w nazwie.

Kryptowaluty, a „normalny” pieniądz.

BitCoin czy Ethereum (czy też inna pełnoprawna kryptowaluta) oparte są o zdecentralizowaną bazę danych wspomaganą przez potężną kryptografię. Do powstałych w ten sposób „portfeli” dostęp mają tylko i wyłącznie osoby posiadające klucz prywatny. Rozwiązanie to zapewnia duże bezpieczeństwo – pod warunkiem zachowania ostrożności przez użytkownika. Wartość takich walut jest umowna i reguluje ją tylko i wyłącznie wolny rynek. Jest im zatem bliżej do papierów wartościowych niż do papierowego pieniądza. Jeżeli zatem godzimy się na warunki gry rynkowej i nie straszna nam jest ewentualna spekulacja i duże wahania wartości – nie musimy się przejmować niemal żadnymi innymi czynnikami.

Ważną rzeczą dotyczącą pieniądza papierowego, z której nie zdaje sobie sprawy ogromna większość ludzi na tym świecie jest jego natura. Jest to pieniądz fiducjarny. O tym, jak mało znane jest to pojęcie, może świadczyć chociażby fakt, że Word podkreśla słowo „fiducjarny” jako błąd! Wartość tej waluty opiera się w pierwszej kolejności na zaufaniu do emitenta (banku centralnego, najczęściej państwowego lub prywatnego jak w USA). Na wartość tego pieniądza wpływać może sztucznie bank centralny, poprzez jego emisję. Pozwala ona sterować do pewnego stopnia inflacją (i deflacją, jak to miało miejsce przez wiele lat w Japonii). Gdy zaufanie do emitenta pada – mamy do czynienia z hiperinflacją. Wartość pieniądza drastycznie wtedy spada. Zjawisko to ma miejsce chociażby we wspomnianej niedawno Wenezueli. Innym przykładem interwencji państwa w wartość pieniądza są Chiny, które sztucznie dewaluują juana, celem poprawienia wyników w eksporcie.

Wielkim zarzutem wobec kryptowalut jest ich podatność na spekulacje. Wysuwa się ten argument z taką butą, jakby to „klasyczny” pieniądz był na nie odporny. Nic bardziej mylnego. Tutaj właśnie wchodzimy w obrzeża teorii spiskowych, które niestety nimi nie są, a są faktami. W 1997 roku, spekulacje bahtem tajskim w wykonaniu niesławnego Georgea Sorosa i Juliana Robertsona spowodowały kryzys, który rozlał się na Indonezję, Filipiny, Malezję, a nawet Koreę Południową i Singapur. Nie był to pierwszy kryzys ekonomiczny autorstwa Sorosa – w 1992 wstrząsnął… funtem brytyjskim.

Powyższe przykłady jasno pokazują, że zarówno waluty krajów rozwijających się, jak i pieniądz rodem z silnych gospodarek nie są w żaden sposób chronione przed spekulantami. Wynika to również w dużej mierze z faktu, że pieniądz ten jest nie tylko fiducjarny, ale również oparty o system rezerwy cząstkowej. Najprościej: banki i instytucje finansowe nie mają tylu „papierowych” pieniędzy, ile mają ich na kontach. Jeżeli dziś wpłacimy do banku 100 złotych to 96 złotych 50 groszy może on od razu przeznaczyć na obrót na rynku kredytowym. Jeżeli środki są starsze niż dwa lata – nie musi mieć realnie ani grosza. Bank zakłada, że większość ludzi nie będzie potrzebowała gotówki. W zaistniałej sytuacji, jeżeli nastąpi nawet średni kryzys ekonomiczny i ludzie stracą zaufanie do banku – nie będą one wypłacalne, a w bankomatach zabraknie gotówki. Będzie miał miejsce tak zwany „run na banki” i kryzys jeszcze bardziej się zaostrzy. Wprowadzone zostaną limity wypłat w bankach – jak w 2013 roku na Cyprze, w 2015 w Grecji czy obecnie w Wenezueli.

Chyba najbzdurniejszym straszakiem jakiego używa się aby odciągnąć ludzi od kryptowalut jest to, że mogą oni nieświadomie sponsorować terroryzm, nielegalny handel bronią czy narkotykami. Cóż – mimo tego co próbuje się nam wmówić – w tych branżach bezkonkurencyjny pozostaje pieniądz fiducjarny w postaci gotówki.

Kryptowaluty i ich przyszłość w kontekście polityki

O ile można sobie wyobrazić sytuację, w której ktoś wykupuje gigantyczne ilości BitCoina i zaczyna nim spekulować, o tyle nie jest możliwe bezpośrednie sterowanie jego wartością przez państwo czy instytucje finansowe (tej pewności nie będziemy mieli wobec kryptowaluty Facebooka – radzimy jej unikać). Kryptowalut nie da się „dodrukować” ani w inny sposób sztucznie zwiększyć ich ilości na rynku. Jedyne co może z nimi zrobić państwo – to utrudnić życie ich użytkownikom. Władza nad środkami płatniczymi jest kluczowa dla każdego państwa. Do tego stopnia, że warta jest wszczynania wojen – patrz: petrodolar.

Władze na całym świecie do tematu kryptowalut podeszły delikatnie rzecz ujmując histerycznie. W Chinach są one praktycznie zakazane. Oczywiście – to wszystko w trosce o ludzi, bo przecież kryptowaluty to ryzyko finansowe. Podobną narrację mamy w Polsce, z tym, że tutaj zamiast całkowitego zakazu – mamy niejasne przepisy podatkowe. Gdy na początku 2018 roku do głów Miłościwie Nam Panujących doszło czym mniej-więcej są kryptowaluty – od razu zaczęło się podatkowe piekło. Urzędy Skarbowe nie potrafiły wydać jednolitej interpretacji prawnej, pojawiły się propozycje podatków tak wysokich, że cały biznes związany z kopaniem kryptowalut i spekulacją nimi stał się nieopłacalny. Natychmiast zażądano danych wszystkich klientów giełd kryptowalutowych i historii ich transakcji. Trudno tutaj stwierdzić, czy takie żądanie świadczy o zamordystycznych zapędach, czy kompletnym niezrozumieniu tematu (choć mogą to być obie te rzeczy).

Na początku kwietnia 2018 roku gruchnęła wiadomość, że od operacji kryptowalutami należy zapłacić podatek dochodowy, podatek od czynności cywilnoprawnych oraz VAT. Absurdalna wykładania podatkowa zaowocowała pierwszym w historii ludzkości (naprawdę) protestem ludzi związanych z tą branżą … cóż. Przynajmniej w czymś Polski rząd jest bezsprzecznie najlepszy. Co ciekawe – protesty pomogły. W pewnym sensie – sytuacja związana z opodatkowaniem walut opartych o blockchain jest aktualnie „kompletnie niejasna i nieprzewidywalna”. Jest to postęp w stosunku do „zupełnie nieopłacalna i bez perspektyw”.

Polacy nie gęsi i swoją giełdę kryptowalut mają.

I to największą w Europie i szóstą największą na świecie! A tak w zasadzie to nie mają. Mieli. Chaotyczne działania prawodawców, brak jasnych wykładni i interpretacji podatkowych spowodowały, że serwis BitBay (i nie tylko on) postanowił opuścić Rzeczpospolitą. I nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego, gdyby nie fakt, że zrobiły to praktycznie wszystkie pozostałe polskie giełdy kryptowalutowe. Firma ta zatrudnia ponad 200 osób i w najlepszym wypadku część przeprowadzi się do innego kraju bądź też straci całkiem nieźle płatne posady.

Dzięki działaniom Komisji Nadzoru Finansowego, BitBay trafił na „listę ostrzeżeń”, a jego konta w dolarach i euro są sukcesywnie wypowiadane. Uniemożliwia to firmie modernizację i skuteczne działanie. Dzieje się tak, gdyż rzekomo „handel kryptowalutami nie pozwala na wskazanie źródła dochodu”. Co ciekawe – aby handlować na tego typu giełdzie, koniecznym jest podanie wszystkich swoich danych a co za tym idzie – nie ma mowy o anonimowym działaniu. W związku z działalnością BitBay do Prokuratury Okręgowej w Katowicach trafiło zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa. BitBay oskarżono o działanie jako instytucja finansowa bez stosownych zezwoleń. Problem w tym, że zezwoleń tych nie ma za bardzo jak zdobyć – polskie prawo nie nadąża za nowymi technologiami. Tego problemu nie ma we wcześniej wymienionych krajach. Rządy chętnie rozmawiają ze społecznością pasjonatów kryptowalut. Nie traktują ich jako kogoś złego kogo należy opodatkować albo najlepiej od razu zamknąć.

Problemów tych nie ma za granicą. Mało tego, państwa prześcigają się w ułatwianiu działania giełdom kryptowalutowym. Sam BitBay otrzymał propozycje potęgi finansowej – Szwajcarii. Ofertę wystosowały Zjednoczone Emiraty Arabskie. Żeby było jeszcze ciekawiej – bardziej przychylne o otwarte na kryptowaluty są rządy… Rumunii i Białorusi. Finalnie padło jednak na Maltę, ze względu na członkostwo tego kraju w UE oraz bardzo rozsądną politykę podatkową i komunikację z przedsiębiorcami.

Tyle rządy. A co na to instytucje finansowe?

We wrześniu 2017 roku CEO JP „Too big to fail” Morgan Jamie Dimon wyśmiał własną córkę na antenie CNBC. Stwierdził, że kupiła nieco Bitcoinów, zarobiła na nich i uważa, że jest „geniuszem”. Dwa miesiące później nazwał Bitcoin oszustwem, a ludzi, którzy w niego zainwestowali – głupkami. Twierdził, że woli pieniądz fiducjarny niż Bitcoina. Nie podając przy tym żadnych rzeczowych argumentów. Czy jednak wszystkie wielkie instytucje finansowe są tak przeciwne kryptowalutom? Nie. Santander (który też święty nie jest) postanowił w swoich obrachunkach korzystać z Ripple. Niemieckie banki będą również przeprowadzały transakcje oparte o kryptowaluty. Czynią to za zgodą Niemieckiego Federalnego Ministerstwa Finansów.

Czy w Polsce wszystko stracone?

Nie. Potknięcia rządu i KNF w sprawach kryptowalut dają możliwość na powstanie nowego otwarcia w Polsce. Średnie i duże podmioty wycofały się z naszego rynku, gdyż nie mogły znosić przedłużającej się niepewności prawnej. Oznacza to, że lokalny rynek niejako się wyzerował. Jeżeli zatem będziemy w stanie wyczuć odpowiedni moment – możemy zarobić krocie. Dodatkowo, wspomniana wcześniej decyzja NFMF oparta jest o decyzję Europejskiego Trybunału z 2015 roku. Można zatem mieć nadzieję, że podobne przepisy prędzej czy później będą miały zastosowanie w naszym kraju. Sam obrót kryptowalutami na użytek osobisty nie jest nielegalny.

Podsumowanie

Cóż – żaden instrument finansowy nie jest w stu procentach bezpieczny. Mimo paniki jaka miała miejsce pod koniec 2017 roku – rynek chociażby Bitcoina nie jest niesamowicie chwiejny. W dalszym ciągu jednak mamy do czynienia ze spekulacją finansową i musimy liczyć się z ryzykiem. Jak obracać z kryptowalutami żeby na tym nie stracić? Cóż – nie jest to temat na pojedynczy artykuł, ani nawet na ich serię. Jeżeli chcemy wejść w ten świat – musimy być cały czas na bieżąco. Innego wyjścia nie ma. Oczywiście – nic nie stoi na przeszkodzie żeby na próbę zainwestować jakieś niewielkie środki i zobaczyć, co z tego wyniknie.

Poniżej:

Przedstawiciel Komisji Nadzoru Finansowego oraz Rządu słyszą nadjeżdżającą furgonetkę z kryptowalutami gdy nagle…

Tagi

Biznes Marketing

Platforma skupiająca ludzi przedsiębiorczych nastawiona na wsparcie, wymianę wiedzy i doświadczeń! Stawiamy na rozwój i poruszamy wiele zagadnień z zakresu: biznesu, szeroko pojętego marketingu, technologii, rozwoju osobistego, budowania marki.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Close